Krem ziemniaczany
Przyszedł czas na zupkę z gatunku "więcej zachodu". Do jej wykonania trzeba było się odrobinę przyłożyć. Padło na krem ziemniaczany. Spytacie dlaczego?
Ziemniaczany, bo to tani i popularny składnik obiadów na polskim stole. Krem, bo czas było wykorzystać nową, kuchenną zabawkę - blender.
Półtora kilo ziemniaków (to był duży garnek zupy) należało wpierw obrać ze skórki, a następnie pokroić w kostkę. Jedna marchewka dla kolorytu oraz trzy małe cebule dla smaku dopełniły listę składników. Zawartość garnka zalewa się wodą, dodaje dwie kostki rosołowe i wstawia się na palnik.
Po około 30 minutach składniki zupy są na tyle miękkie, że można przystąpić do ich miksowania. Zawartość garnka konsekwentnie zamieniamy w papkę za pomocą blendera. Dolewamy trochę wody, przyprawiamy solą, pieprzem i odrobiną gałki muszkatołowej, a następnie jeszcze troszkę podgotowujemy. Po wyłączeniu palnika dolewamy 18% śmietanę i starannie mieszamy. Na koniec nalewamy do bulionówek (ew. talerzy), posypujemy świeżo skrojonym szczypiorkiem i tak podajemy.
Chętnym zawsze możemy doprawić szczyptą habanero.
Bitki w sosie grzybowym
Dobrze przyprawione mięso, zwłaszcza z pysznym sosem nigdy nie jest złe! Najczęściej wykorzystuję karkówkę (bardzie tłusta) lub łopatkę. Tym razem wybór padł na łopatkę. Uczciwy kawałek mięsa (dla naszej rodziny wystarczy pół kilo) tniemy na kotleciki, lekko rozbijamy, doprawiamy solą, pieprzem, papryką i majerankiem (albo innymi przyprawami, które nam przyjdą do głowy, np. tymiankiem, oregano, czosnkiem lub pieprzem cayenne) i obsmażamy na gorącym tłuszczu. Dolewamy wodą, by zakryć kotleciki, dorzucamy kostkę rosołową i dusimy około pół godziny, na koniec dorzucając suszone grzyby, a z braku laku pieczarki. W międzyczasie szykujemy podkład (mięso z sosem smakuje równie dobrze z ziemniakami, kaszą czy makaronem). My wybraliśmy makaron i nie zapomnieliśmy o czymś jeszcze - kalafior z bułeczką tartą okazał się mile widzianym dodatkiem.
Gdy już wszystko jest niemalże gotowe, doprawiamy i zagęszczamy sos zaklepką z wody i mąki (oraz ociupinką śmietany) i wykładamy na talerze. I jemy, proszę Państwa, jemy, aż nam się uszy trzęsą!
Pierogi leniwe, czyli ruskie wyszły, leniwe zostały
Podobno pierogi leniwe są trudne do zrobienia. Nie dla mnie. ;-) Nie trzeba zmielonego twarogu ani bicia piany z białka. Bierzemy ze dwie kostki twarogu półtłustego i rozgniatamy widelcem, dodajemy mniej więcej szklankę mąki, jajko, szczyptę soli i proszku do pieczenia. Wyrabiamy ciasto, z którego następnie formujemy cztery zgrabne wałki. Spłaszczamy je dłonią i ozdabiamy wzorkami (widelcem lub nożem - najpierw ukośne kreseczki w jedną, a potem w drugą stronę), tniemy na około pięciocentymetrwe kawałki i wrzucamy na wrzącą, uprzednio posoloną wodę. Gotujemy jakieś pięć minut od wypłynięcia, wyciągamy łyżką cedzakową i doprawiamy wedle uznania.
My najbardziej lubimy posypane obficie cukrem z cynamonem i polane odrobiną tłuszczu, a kuchcik woli zasypane cukrem z cynamonem i polane śmietanką. De gustibus non disputantum. Tak czy inaczej, są pyszne!


