Ziemniaczano-chrzanowa
Czas już na poważniejsze wyzwanie, bo i jak długo można być ignorantem.
Padło dzisiaj na zupę ziemniaczaną. Przepis niezbyt skomplikowany, a składniki można znaleźć w każdej kuchni. Na początek przygotowujemy bulion. Nalewamy wodę do garnka, wrzucamy dwie kostki rosołowe, a następnie dorzucamy posiekaną cebulę i wyciśnięty czosnek. Gotujemy na małym ogniu. Pokrojone w kostkę ziemniaki dusimy na maśle przez 15 minut, a następnie dorzucamy do bulionu i chwilę jeszcze gotujemy. Na koniec dodajemy majeranku i nalewamy do talerzy.
Nadszedł czas na tajemniczy składnik. Mieszamy ze sobą 2-3 łyżki chrzanu i tyleż samo śmietanki, dodajemy też szczyptę soli. Taki specyfik dorzucamy centralnie do talerza i tak podajemy.
Pożądany efekt smakowy uzyskamy po wymieszaniu zupy z tajemniczym składnikiem.
Zapiekanka makaronowa czyli co zrobić z resztkami z tygodnia
Zapiekanka makaronowa to niezwykle wdzięczne danie, jako że można wykorzystać do niej wszelkie pozostałości wędlin, poobiadowych mięs i podeschniętego sera. Żartuję. ;-) Z produktów nieresztkowych także da się ją przygotować. ;-) Nasza była z lekka meksykańska, jako że wzięliśmy mielone wieprzowo-wołowe, kukurydzę i czerwoną fasolę.
A więc jak zrobić zapiekankę? Gotujemy makaron, tym razem naprawdę al dente (inaczej w piekarniku przerobi nam się na ciepę) i układamy warstwami na wysmarowanym tłuszczem naczyniu do zapiekanek: makaron, podsmażone mięso (w tym wypadku mielone, obficie przyprawione solą, pieprzem, cayenne i słodką papryką), kukurydzę z czerwoną fasolą (z puszki, z puszki) i od nowa: makaron, mięso i warzywa. W kubku bełtamy dwa jajka z opakowaniem jogurtu lub kwaśnej śmietany i polewamy całość (podobno równie dobrze jest dodać kilka serków topionych, które dadzą nam "kremowy" smak) i zakrywamy grubą warstwą startego żółtego sera (jak w przypadku wszystkich zapiekanek i pizzy najlepsze są sery typu morski, tylżycki itp.). Zapiekamy dwadzieścia minut w piekarniku nastawionym na około 180 stopni (póki ser się nie stopi i lekko nie zrumieni) i wykładamy na stół, np. na deseczce, by każdy mógł sobie nałożyć tyle, ile zapragnie. Mhm, lubimy dużo sera...
Spaghetti po bolońsku
To jedna z ulubionych potraw naszego kuchcika, którą zje o każdej porze dnia i nocy (nie licząc pizzy). ;-) Gotujemy makaron (najlepiej spaghetti, chociaż każdy inny makaron też będzie dobry) na al dente (chociaż bez przesady, nie musi chrupać w zębach), a w międzyczasie podsmażamy pół kilo mielonego na patelni (oliwa), doprawiając solą, pieprzem, przyprawą do mielonego (lub ziołami prowensalskimi) i ostrą paryką, dodajemy ze dwa ząbki czosnku, dodajemy dowolne warzywa pokrojone w talarki, paski, kostki i co tam nam się żywnie podoba (albo 1/3 mrożonki z paczki, u nas super sprawdza się mieszanka chińska - chińska do spaghetti po bolońsku, sic!) i podsmażamy razem z 10 minut. Dodajemy szklankę wody i fix do sosu bolońskiego (Winiary albo Knorr), a w obliczu nadmiaru czasu - koncentrat pomidorowy, tymianek, oregano i bazylię (plus kieliszek czerwonego wina) ;-) i dusimy parę minut aż nabierze ślicznego czerwonego koloru i zapachnie zachęcająco.
Na spód talerzy sypiemy starty na tarce ser, na to spaghetti, na to sos i jeszcze jedną warstwę startego sera i zajadamy, aż nam się uszy trzęsą. Do popijania najlepsze byłoby owo czerwone wino, którego odrobinę dolaliśmy do sosu. Bon apetite!






