Kluski ziemniaczane
Kluski ziemniaczane, zwane szarymi kluskami, czyli najlepsze, co można zrobić z ziemniaków. Nie liczą tych w mundurkach. placków, kopytek, pure, frytek... Sztandarowa potrawa Pomorza i Wielkopolski. Ziemniaki ścieramy na tarce o drobnych oczkach (można w malakserze, ale ja jestem masochistką i twierdzę, że starte ręcznie lepiej smakują), dodać dużą szczyptę soli, jedno jajko, z 3/4 szklanki mąki (na 2-3 kg ziemniaków) i wymieszać. Nigdy do końca nie wiadomo, czy kluski nie są zbyt luźne i nie zaczną się rozpływać w wodzie na miazgę, więc pierwsze kluski wrzucamy do wrzątku ostrożnie i czekamy, co z tego wyniknie. Wspominałam, że zagotowujemy wodęz solą? A zatem wrzucamy pierwsze dwie kluski i czekamy, czy zachowają kształt (jeśli nie, dorzucamy więcej mąki do masy), i wrzucamy kolejną partię (najlepiej rozłożyć sobie grubą warstwę masy na deseczce i i zrzucać z niej łyżką prosto do garnka).
W tak zwanym międzyczasie podsmażamy na patelni boczek (dużo) i ewentualnie cebulkę.
Kluski gotujemy jakieś 10 minut (uwaga, przywierają), przerzucamy na sitko, przelewamy zimną wodą i dorzucamy hurtem na patelnię z boczkiem i cebulą. Mieszamy, chwilę podsmażamy i podajemy wygłodniałym oczekującym na obiad. Przydaje się tradycyjna kapusta zasmażana z kminkiem. Potrawa tłusta, kaloryczna i niezdrowa. ;-)
Drożdżówka ze śliwkami
Ciasto drożdżowe zawsze mnie przerażało - to przygotowywanie drożdży, czekanie, aż urośnie raz i drugi, wyrabianie do upadłego, strach przed zakalcem, brr, koszmar. Ale można zrobić drożdżówkę "na skróty", to znakomita podstawa do wszelkiego rodzaju rogalików, rolad i zwykłych placków z owocami (o ile nie chcemy pochwalić się puszystym ciastem z wielkimi dziurami ;-)). Bierzemy sporę miskę, na jej dnie rozkruszamy 5 dag drożdży, wsypujemy pół szklanki cukru (ewentualnie cukier waniliowy), dolewamy pól szklanki mleka i pół szklanki oleju, dorzucamy dwa rozbełtana jajka i dwie i pół szklanki mąki (z odrobiną soli) i przykrywamy talerzykiem lub lnianym ręczniczkiem, pozostawiając na kilka godzin w spokoju (można nawet zapomnieć o cieście na całą noc).
A potem mieszamy, wylewamy na wysmarowaną tłuszczem blaszkę i ozdabiamy górę owocami (w tym przypadku połówkami śliwek, mniam). Pieczemy około pół godziny w piekarniku nastawionym na 180 stopni (temperatura uniwersalna). I wiecie co? Najlepiej smakuje na gorąco, tuż po wyciągnięciu z pieca. ;-)
Krupnik
Krupnik najczęściej robi się z kaszą jęczmienną, ale ja zrobiłam z kaszy gryczanej i nikt mi głowy nie urwał. ;-) Nagotowałam wywar na porcji rosołowej (oraz kostce rosołowej, tak dla lepszego smaku) i włoszczyźnie (kilka poplasterkowanych marchewek, seler, pietruszka i por). Osobno ugotowałam woreczek kaszy gryczanej i dorzuciłam do wywaru, a tuż potem doprawiłam solą, pieprzem i papryką. Dorzuciłam kilka łyżek śmietany i odrobinę zieleniny (najlepsza byłaby pietruszka, ale pod rękę wszedł koperek), dodałam paseczki wędzonki i już mogłam nalewać do talerzy. Smakowało? A jakże...


